Czy nie uznajecie, tak jak ja, za jedną wielką pomyłkę żeby nie powiedzieć: grzech dokonywania aborcji w momencie, kiedy na świecie jest tyle dzieci potrzebujących miłości, bliskości – nawet przybranych – rodziców, dzieci, które płaczą całymi nocami i dniami za prawdziwym domem, prawdziwymi Świętami w gronie rodzinnym… Pomijam już fakt, że kobieta nosząca w sobie zarodek, rozwijający się, który za dziewięć miesięcy wydostanie się jej z brzucha popełnia wraz z osobą, która dokonuje tego zabiegu morderstwo. Jedni zgodzą się ze mną, inni będą oponować, że zarodek to jeszcze nie dziecko, to jeszcze nie człowiek i dlatego też nie może być tu mowy o zabójstwie. Ale pozwólcie, że dokonam porównania do drzewka. Gdy zasadzamy mały dąb czy sosnę nie zasadzamy ich po to, by ktoś przyszedł i je wyrwał. Zasadzamy, bo wiemy – a przynajmniej na to liczymy – że sosna będzie rosła, rosła, rosła i stanie się pięknym, wielkim drzewem. W zamierzeniu, w naszych oczach ona już jest gdzieś tam, kiedyś, tym drzewem. O ile nie zdepczemy malutkiej, w ogóle nie przypominającej drzewa gałązki…
Wiele niedoszłych matek i wielu niedoszłych ojców próbuje niejednokrotnie bardzo długo doczekać się usłyszenia od lekarza: Jest pani w ciąży. I nic. Mijają miesiące, później lata. Nie poddają się ale to niestety na nic. Nie są w stanie mieć dzidziusia. Mają zatem dwie możliwości: zapłodnienie in vitro lub adopcja dziecka.
Na temat zapłodnienia in vitro sporo się ostatnio mówiło i mówi. Mówi się o poważnych zastrzeżeniach natury moralnej i zdrowotnej. Jeśli chodzi o zastrzeżenia natury moralnej, to jest to przede wszystkim – jak mówią przeciwnicy zapłodnienia in vitro – godzenie w poszanowanie embrionu ludzkiego, nazywanego przez nich człowiekiem na wczesnym etapie życia. To nie Bóg ale lekarz w laboratorium decyduje o tym, czy dziecko pojawi się na świecie czy też nie. Dużo mówi się też o przestępstwie popełnianym na nadliczbowych zamrażanych embrionach… A jakby tego mało było – dochodzi do całej masy niebezpiecznych powikłań dla zdrowia rodziców oraz poczętych w ten sposób dzieci.
In vitro ma również swoich zwolenników, ale pomijając tak ważne kwestie moralne i zdrowotne należy jeszcze wspomnieć o cenie. A ta nie jest wysoka i oczywiście od roku 1987, kiedy urodziło się pierwsze dziecko z zapłodnienia in vitro wciąż rośnie. Poszukałam w necie. Rodzice, którzy chcieliby za pomocą tej metody mieć przygotowanych, jak napisała pewna kobieta, około dziesięciu tysięcy złotych! Wierzyć mi się nie chciało a zatem sięgnęłam do innego źródła. Już lepiej. Jedna z klinik, oczywiście nie podam nazwy, ma cennik. W nim: Cena zapłodnienia in vitro podana jest bez kosztów leków. Średni koszt ceny leków do jednego cyklu wynosi 2500 – 3500 zł + samo zapłodnienie 4 800 zł. Kiedy zaczęłam wszystko podliczać (są tam jeszcze pewne dane o których nie mam pojęcia) wyszło mi, że rzeczywiście trzeba mieć około 10.000 aby kobieta mogła się zapłodnić in vitro.
Kiedy dodamy do siebie kwestie moralne i zdrowotne (dwie najważniejsze) a do tego kwestie finansowe adopcja pod wieloma względami wydaje się być rozwiązaniem sensowniejszym. Dlaczego? Bo te dzieci niechciane lub oddane z innych powodów (na przykład straszna bieda rodziców) już na tym świecie są i czekają na rodziców. Zazdroszczą innym dzieciom, które chodzą za rękę z rodzicami po chodnikach, nocami przytulają się do swoich misiów i płaczą… Bardzo często są to małe dzieci, nieświadomie tak naprawdę sytuacji, w jakiej się znalazły, jednakże część z tych dzieci doskonale wie, że ich rodzice je zostawili.
Pomyślmy tylko. Dlaczego angielski dla dzieci w przedszkolu jest taki ekscytujący? Bo wiedzą, że później zawsze mogą z dumą przedstawić swoim bliskim czego się nauczyły! Mama i tata z radością, szczęśliwi patrzą, jak ich syn lub córka śpiewa piosenkę po angielsku albo mówi wierszyk i rozróżnia wskazywane przez nich zwierzątka w książce. A dziecko z domu dziecka na takim kursie nie będzie się już tak dobrze bawiło…
A gry online? Też są o wiele mniej wciągające kiedy nie można rodzicom pochwalić się, do jakiego wyniku się doszło. No i rzadko można pograć, bo z reguły domy dziecka są biedne zaś dzieci dużo a tylko jeden czy dwa komputery…. Smutne.
Dlatego kochani rodzice, którzy nie możecie mieć dziecka bo macie stwierdzoną niepłodność (rok współżycia nie dał Wam oczekiwanego potomstwa): pomyślcie o adopcji. Uszczęśliwicie i siebie i dziecko!